Jak namioty przed burzą marszczą się złote opończe
przybór gorącej purpury odsłania piersi i stopy
cedrowi apostołowie unoszą ogromne głowy
nad wysokoscią zawisa broda ciemna jak topór
Kwitną snycerskie palce. Cud się dłoniom wymyka
więc kładą je na powietrzu - powietrze się burzy jak struny
Gwiazdy się mącą na niebie z gwiazd jest także muzyka
lecz nie dosięga ziemi i trwa wysoko jak luna.
A Panna Maria usypia. Idzie na dno zdziwienia
trzymają ją w wątłej siatce umiłowane oczy
upada coraz wyżej jak strumień przez palce przenika
a oni schylają się z trudem nad wstępującym obłokiem
Było to w drodze do Delf. Właśnie mijałem czerwoną skalę,
kiedy z przeciwnej strony pojawił się Apollo. Szedł szybko nie
zwracając na nic uwagi. Kiedy zbliżył się, zauważyłem, że bawi się
głowę Meduzy skurczona i wyschniętą od starości. Szeptał coś
pod nosem. Jeśli dobrze usłyszałem, powtarzał:
"Sztukmistrz musi zgłębić okrucieństwo".