Było to w drodze do Delf. Właśnie mijałem czerwoną skalę,
kiedy z przeciwnej strony pojawił się Apollo. Szedł szybko nie
zwracając na nic uwagi. Kiedy zbliżył się, zauważyłem, że bawi się
głowę Meduzy skurczona i wyschniętą od starości. Szeptał coś
pod nosem. Jeśli dobrze usłyszałem, powtarzał:
"Sztukmistrz musi zgłębić okrucieństwo".
Dnie były amarantowe
błyszczące jak lanca ułańska
śpiewano w megafonach
anachroniczną piosenkę
o Polakach i bagnetach
tenor ciął jak szpicrutą
i pokażdej zwrotce
ogłaszano listę żywych torped
które notabene
przez sześć lat wojny
szmuglowały słoninę
żałosne niewypały
wódz podnosił brwi
jak buławę
skandował: ani guzika
śmiały się guziki:
nie damy nie damy chłopców
płasko przyszytych do wrzosowisk