Dnie były amarantowe
błyszczące jak lanca ułańska

śpiewano w megafonach
anachroniczną piosenkę
o Polakach i bagnetach

tenor ciął jak szpicrutą
i pokażdej zwrotce
ogłaszano listę żywych torped

które notabene
przez sześć lat wojny
szmuglowały słoninę
żałosne niewypały

wódz podnosił brwi
jak buławę
skandował: ani guzika

śmiały się guziki:

nie damy nie damy chłopców
płasko przyszytych do wrzosowisk


Szpara! - krzyczy przez sen cesarz, aż drży nad jego głowę baldachim 
strusich piór. żołnierze, którzy chodzą wokół sypialni z obnażonymi
mieczami, sądzą, że cesarz śni oblężenie. Teraz właśnie dostrzegł
szczelinę w murze i chce, by przez nią wdzierali się do twierdzy.
A naprawdę cesarz jest teraz stonogę, która biegnie po podłodze
w poszukiwaniu resztek jedzenia. Naraz widzi nad głowę ogromny
sandał, który już już ma go zmiażdżyć. Cesarz szuka szpary, w którą
mógłby się wcisnąć. Podłoga jest gładka i śliska.
Tak. Nie ma nic pospolitszego nad sny cesarzów.